czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozdział 11.

*Oczami Natalii*
    Zaczęłam:
"Hejo, to ja! Obok mnie siedzi moja przyjaciółka Jula. Nagrywam ten filmik, aby odpowiedzieć na wasze najczęstsze pytania i na hejty też, bo chciałabym parę spraw wyjaśnić. Dziękuję wam również za wsparcie po tym wydarzeniu, a także pozytywny odzew w sprawie bloga.
Po pierwsze, uprzedzając pytania i hejty ogłaszam wszem i wobec: nie jestem już z Shawnem. Uważam, że związek z kimś znanym nie ma sensu, bo wszystko jest robione pod publikę.
Po drugie: Shawn nie zdradził mnie dlatego, że 'zobaczył', że nie jest moim pierwszym, a między innymi dlatego, że właśnie nie chciałam TEGO robić. Myślę, że swój pierwszy raz trzeba przeżyć z kimś kogo się naprawdę kocha i będzie się pewnym, że ta osoba nigdy nie zawiedzie. Z Shawnem nie wyszło nie dlatego, że go nie kochałam czy coś, ale dlatego, że coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy.
Po trzecie: nie jestem zła na Perrie. Tak, dobrze słyszeliście. Właściwie, to powinnam jej nawet podziękować, za to, że pokazała jakim latawcem jest mój ex-chłopak. Nie ona to inna, więc Perrie - jeżeli jakimś cudem to oglądasz - dziękuję ci bardzo i już ci współczuję. Szkoda tylko, że będziesz przechodzić przez to samo co ja. Bo to jest pewne. Szybciej czy później mu się znudzisz.
Po czwarte: nie kocham już go i nie wiem, czy to w ogóle była miłość, czy tylko kolejne zauroczenie, ale wiem, że zdrada boli i jeszcze będzie długo boleć. Pytaliście czy mam chłopaka - nie, nie mam i w bliskiej przyszłości mieć nie chcę.
Po piąte: mam zamiar reaktywować mojego bloga. Trochę zmienię szatę graficzną. Wiadomo - nowa ja - nowy wystrój i nowe otoczenie.
Mam nadzieję, że rozwiałam wasze wątpliwości. Jeżeli o czymś ważnym zapomniałam, to przepraszam, ale chciałam poruszyć te kwestie, które pojawiają się najczęściej. Dzięki za oglądanie i słuchanie. Do zobaczenia na blogu! Pa!"
- I jak mi poszło? - zapytałam zamykając laptopa.
- Łał. Takiego monologu to jeszcze chyba nigdy nie słyszałam. Tylko mam jedno pytanie: ty naprawdę nie masz nic do Pezz? Przecież ona ci go odbiła. Jakikolwiek by nie był, ale był twój.
- Szczerze? To nieważne. Nawet mi jej szkoda, ale jestem ciekawa która będzie następna. Może teraz weźmie się za jakąś sławę? Może Katy Perry? Byłoby śmiesznie...
- Serio tak uważasz?
- No jasne. Nie będę się przejmować. Wiesz co? Ta przeprowadzka jest już za dwa tygodnie. Musimy zacząć już się pakować.
- Ja już spakowałam parę rzeczy. Gadałam z mamą i powiedziała, że nie musimy chodzić do szkoły przez ostatni tydzień przed wyjazdem. Fajnie, nie?
- powiedziała uradowana Julka.
- No jasne, ale co z ocenami? Nie chcę zaczynać od nowa. Przeniosą nam je?
- Tak. Będziemy chodzić razem do klasy to jak coś mi pomożesz?
- Jasne. Będę ci wszystko tłumaczyć. Śmiesznie będzie się myśleć po angielsku.
- No chyba tylko dla mnie. Ty znasz angielski, bo twój tata jest z Anglii i z dziadkami rozmawiasz tylko po angielsku, a ja tylko tyle co na dodatkowym. Łał, normalnie sukces, może mi się czasy nie pomieszają jak będę z kimś rozmawiać.
- Przeżywasz jak mrówka okres. Nauczysz się.
- pocieszałam ją. Przecież nie jest głupia i poradzi sobie. Wierzę w nią.
 
Tydzień później
 
Poszłyśmy do szkoły ostatni raz niecały tydzień przed wyjazdem. Wystroiłam się jak szczur na otwarcie kanału, a co, niech zapamiętają mnie jak najlepiej:
 
 Byłam bardzo zaskoczona, gdy wchodząc na lekcję ławki były połączone w jeden stół. Na stołach stały owoce, jakieś soki i tort. Pomyślałam, że ktoś ma urodziny, ale pani Wiesia zaprowadziła mnie i Julkę na specjalne miejsca. Później po zjedzeniu tortu, dostałyśmy z Julką duże białe koszulki z podpisami wszystkich osób w klasie. Oczywiście koszulki były dwie. Z okazji naszego wyjazdu cała klasa miała wolne, więc siedzieliśmy i rozmawialiśmy bardzo długo o wszystkim i o niczym.
   Wróciłyśmy z Juls do domu. Najpierw pojechałyśmy do niej i pomogłam jej spakować te rzeczy, których nie używa na codzień, ale które przydadzą się jej na miejscu. Ja swoje już spakowałam wczoraj, bo dzisiaj mają już być wysłane do naszych domów. Babcia z dziadkiem chętnie pomagali przy przeprowadzce -  w końcu będą mieli przy sobie swoje wnuki.
   Wieczorem rodzice zawieźli na lotnisko nasze rzeczy, które mieli odebrać dziadkowie. Cieszyłam się bo do wylotu zostały tylko trzy dni.
Gdy pojechali spakowałam większość ubrań, wykąpałam się, zjadłam kolację i włączyłam serial. Nie miałam zamiaru kłaść się dzisiaj wcześnie spać, więc zrobiłam sobie kakao i siedząc pod kocem oglądałam telewizję.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz