Oczami Natalii
Dobiegli do nas Lou i Liam, ale musiałyśmy z Julą już spadać do rodziców, żeby przypadkiem o nas nie zapomnieli. Powiedziałam o tym reszcie bandy, a Harry dziwnie się zasmucił i powiedział do mnie:
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Za tydzień mamy koncert. Tu, w Londynie. Specjalnie dla was załatwię strefę dla VIPów.
- Serio? - powiedziała Julka
- No jasne. Będziecie na liście. Tylko musicie powiedzieć jak się nazywacie, bo wy wiecie kim jesteśmy, ale wy się nie przedstawiłyście. - rzekł z uśmiechem Niall
- No jasne. To jest Julia Wilczyńska, a ja nazywam się Natalie May. Mam pytanie. Mogę wziąść ze sobą siostrę? Nazywa się Ewa May.
- Jasne. Do zobaczenia na koncercie. - powiedział Lou i puścił do mnie oczko. Wydało mi się to nieco dziwne. Pożegnałyśmy się i kawałek odeszłyśmy w stronę wyjścia, ale Harry nas dogonił i poprosił o mój numer. Dałam mu go, bo co mi zależy, uśmiechnęłam się i poszłam. Pierwsza odezwała się Julka:
- Myślisz, że zadzwoni?
- Szczerze? Nie. Ale może to i dobrze.
- Ale na koncert pójdziemy?
- Nie pozwolę, żeby taka fanka jak ty ominęła koncert swoich idoli. I Nialla. Cały czas nie spuszczał z ciebie wzroku.
- Ta, jasne. Chciałabym. Widziałaś jak Harry zareagował, gdy Niall powiedział, że podobasz się Louisowi?
- Niee...
- Żałuj. Może byś mi uwierzyła, że mu się spodobałaś. Tak zacisnął pięści, że myślałam, że pójdzie i mu przywali. Cały się spiął.
- Jula! Na co ty patrzyłaś?
- Na nic! Serio! Nie patrz się tak na mnie!
- Dobra, uznam, że tego nie słyszałam.
- Możesz mówić co chcesz, ale ja wiem, że mu się podobasz. I nawet nie próbuj mi wmawiać, że nie.
Chwilę później siedziałyśmy już w taksówkach. Mama trochę na mnie nakrzyczała, ale jak dowiedziała się, że spotkałyśmy sławny zespół to się uspokoiła. Dowiedziałam się też, że będziemy chodzić do szkoły od następnego tygodnia, ale tylko po to, aby zaznajomić się z klasą. Nie będziemy mieć trudnych prac domowych z angielskiego i wogóle będzie łatwiej. Tak ambitnie zaczniemy od nowego roku szkolnego, bo teraz został niecały miesiąc. Fajnie. Póki co nie będę zdradzała się z tym, że jestem pół angielką, ale nie zamierzem mówić prostym językiem. Cieszę sie, że urodę odziedziczyłam po mamie, bo nie wyglądam jak tutejsze dziewczyny. Zapowiada się ciekawie.
Około 20 minut później dojechaliśmy do domów. Stały obok siebie i były prawie identyczne - różniły się tylko odcieniem. Gdy weszłam, zobaczyłam ogromny salon i kuchnię. Wszystko było już umeblowane, również nasze pokoje. To dobrze, bo zostanie mi tylko rozpakować się. Wszystkie moje ubrania i buty już przywieziono. Większość rzeczy miała się zjawić na dniach. Usiadłam na wielkim łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Wtedy zobaczyłam jasnobrązowe i imitujące szafę drzwi. Brązowe prowadziły do mojej własnej łazienki, która miała wannę na podwyższeniu i prysznic, co mnie ucieszyło. Było tam też duże oświetlone lustro i półka na kosmetyki oraz szafka na ręczniki. Byłam bardzo ciekawa co znajduje się za kremowymi, ale po cichu liczyłam na garderobę. Zgadłam!!! Było to duże pomieszczenie z dużą ilością wieszaków, szafeczek, szuflad i półek. Była tam też cała ściana przeznaczona na buty. Na środku była duża, czerwona poducha, a pod nią miękki dywanik. Mimo, że z mamą nie rozmawiałam zbyt często, to doskonale znała mój gust i przy urządzaniu mojej części domu idealnie wykorzystała tą wiedzę. Po oględzinach poszłam do rodziców zobaczyć jak idzie im z rozpakowywaniem ich rzeczy.
Byłam zmęczona, ale lodówka świeciła pustkami, więc pojechałam z mamą na zakupy do pobliskiego sklepiku, wzięłyśmy też Julę, bo ona również miała zrobić zakupy.
Po zakupach, jak wróciłyśmy do domu, pomogłam mamie w rozpakowywaniu jedzenia i innych pierdół, które kupiłyśmy. Później, pomogłam mamie przygotować kolację. Nie pamiętam kiedy to razem ostatnio robiłyśmy. Po posiłku, tata dał mi kilka tysięcy ze słowami:
- Masz tu parę tysięcy na drobne wydatki. Kupisz sobie jakieś ciuchy do zapchania garderoby, jak pojedziesz z Julką do centrum handlowego.
Podziękowałam tacie, a on dodał:
- Trzeba się wylansować na tym insta...czyms, nie?
- Tato, to jest instagram.
- Mniejsza z tym. Miłych zakupów.
- Dzięki. - powiedziałam i przytuliłam go.
Nie chciało mi się dzisiaj rozpakowywać się, mimo, że garderoba kusiła pustymi przestrzeniami. Postanowiłam, że jutro się rozpakuję. Poszłam do łazienki i skorzystałam z dużej wanny. Włączyłam sobie funkcję jacuzzi i puściłam muzykę z telefonu i relaksowałam się...