poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 13.

Oczami Natalii
Dobiegli do nas Lou i Liam, ale musiałyśmy z Julą już spadać do rodziców, żeby przypadkiem o nas nie zapomnieli. Powiedziałam o tym reszcie bandy, a Harry dziwnie się zasmucił i powiedział do mnie:
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Za tydzień mamy koncert. Tu, w Londynie. Specjalnie dla was załatwię strefę dla VIPów.
- Serio? - powiedziała Julka
- No jasne. Będziecie na liście. Tylko musicie powiedzieć jak się nazywacie, bo wy wiecie kim jesteśmy, ale wy się nie przedstawiłyście. - rzekł z uśmiechem Niall
- No jasne. To jest Julia Wilczyńska, a ja nazywam się Natalie May. Mam pytanie. Mogę wziąść ze sobą siostrę? Nazywa się Ewa May.
- Jasne. Do zobaczenia na koncercie. - powiedział Lou i puścił do mnie oczko. Wydało mi się to nieco dziwne. Pożegnałyśmy się i kawałek odeszłyśmy w stronę wyjścia, ale Harry nas dogonił i poprosił o mój numer. Dałam mu go, bo co mi zależy, uśmiechnęłam się i poszłam. Pierwsza odezwała się Julka:
- Myślisz, że zadzwoni?
- Szczerze? Nie. Ale może to i dobrze.
- Ale na koncert pójdziemy?
- Nie pozwolę, żeby taka fanka jak ty ominęła koncert swoich idoli. I Nialla. Cały czas nie spuszczał z ciebie wzroku.
- Ta, jasne. Chciałabym. Widziałaś jak Harry zareagował, gdy Niall powiedział, że podobasz się Louisowi?
- Niee...
- Żałuj. Może byś mi uwierzyła, że mu się spodobałaś. Tak zacisnął pięści, że myślałam, że pójdzie i mu przywali. Cały się spiął.
- Jula! Na co ty patrzyłaś?
- Na nic! Serio! Nie patrz się tak na mnie!
- Dobra, uznam, że tego nie słyszałam.
- Możesz mówić co chcesz, ale ja wiem, że mu się podobasz. I nawet nie próbuj mi wmawiać, że nie.
   Chwilę później siedziałyśmy już w taksówkach. Mama trochę na mnie nakrzyczała, ale jak dowiedziała się, że spotkałyśmy sławny zespół to się uspokoiła. Dowiedziałam się też, że będziemy chodzić do szkoły od następnego tygodnia, ale tylko po to, aby zaznajomić się z klasą. Nie będziemy mieć trudnych prac domowych z angielskiego i wogóle będzie łatwiej. Tak ambitnie zaczniemy od nowego roku szkolnego, bo teraz został niecały miesiąc. Fajnie. Póki co nie będę zdradzała się z tym, że jestem pół angielką, ale nie zamierzem mówić prostym językiem. Cieszę sie, że urodę odziedziczyłam po mamie, bo nie wyglądam jak tutejsze dziewczyny. Zapowiada się ciekawie.
   Około 20 minut później dojechaliśmy do domów. Stały obok siebie i były prawie identyczne - różniły się tylko odcieniem. Gdy weszłam, zobaczyłam ogromny salon i kuchnię. Wszystko było już umeblowane, również nasze pokoje. To dobrze, bo zostanie mi tylko rozpakować się. Wszystkie moje ubrania i buty już przywieziono. Większość rzeczy miała się zjawić na dniach. Usiadłam na wielkim łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Wtedy zobaczyłam jasnobrązowe i imitujące szafę drzwi. Brązowe prowadziły do mojej własnej łazienki, która miała wannę na podwyższeniu i prysznic, co mnie ucieszyło. Było tam też duże oświetlone lustro i półka na kosmetyki oraz szafka na ręczniki. Byłam bardzo ciekawa co znajduje się za kremowymi, ale po cichu liczyłam na garderobę. Zgadłam!!! Było to duże pomieszczenie z dużą ilością wieszaków, szafeczek, szuflad i półek. Była tam też cała ściana przeznaczona na buty. Na środku była duża, czerwona poducha, a pod nią miękki dywanik. Mimo, że z mamą nie rozmawiałam zbyt często, to doskonale znała mój gust i przy urządzaniu mojej części domu idealnie wykorzystała tą wiedzę. Po oględzinach poszłam do rodziców zobaczyć jak idzie im z rozpakowywaniem ich rzeczy. 
Byłam zmęczona, ale lodówka świeciła pustkami, więc pojechałam z mamą na zakupy do pobliskiego sklepiku, wzięłyśmy też Julę, bo ona również miała zrobić zakupy.
Po zakupach, jak wróciłyśmy do domu, pomogłam mamie w rozpakowywaniu jedzenia i innych pierdół, które kupiłyśmy. Później, pomogłam mamie przygotować kolację. Nie pamiętam kiedy to razem ostatnio robiłyśmy. Po posiłku, tata dał mi kilka tysięcy ze słowami: 
- Masz tu parę tysięcy na drobne wydatki. Kupisz sobie jakieś ciuchy do zapchania garderoby, jak pojedziesz z Julką do centrum handlowego. 
Podziękowałam tacie, a on dodał:
- Trzeba się wylansować na tym insta...czyms, nie? 
- Tato, to jest instagram.
- Mniejsza z tym. Miłych zakupów. 
- Dzięki. - powiedziałam i przytuliłam go.
   Nie chciało mi się dzisiaj rozpakowywać się, mimo, że garderoba kusiła pustymi przestrzeniami. Postanowiłam, że jutro się rozpakuję. Poszłam do łazienki i skorzystałam z dużej wanny. Włączyłam sobie funkcję jacuzzi i puściłam muzykę z telefonu i relaksowałam się...

Rozdział 12.

Dzień przeprowadzki
   Wstałam tego dnia bardzo wcześnie, aby spakować podręczne rzeczy. Większość dobytku była już w Londynie, czyli wszystkie ubrania, książki i kosmetyki za wyjątkiem kilku podstawowych, które zawsze noszę. Do bagażu zabrałam głównie elektronikę i słuchawki. SPakowałam się przez dwie godziny, ale w razie gdybym zapomniała czegoś ważnego, to wujek spakowałby to i wysłał, a poza tym rodzice za tydzień przylecą do Polski, aby ogarnąć umowę najmu, bo zadecydowali, że wynajmą mieszkanie znajomym.
   Nie chciałam zbytnio się stroić, więc założyłam szarą sukienkę i czarną bluzę. Do tego zabrałam białe conversy, a włosy spięłam w niechlujnego koka. Bransoletki założyłam plastikowe, żeby nie pipczało przy bramkach. Pomalowałam się delikatnie tymi kosmetykami, których jeszcze nie wywieźli i ruszyliśmy z resztą rodziny do samolotu. Na lotnisku żegnała nas ciocia z wujkiem. Szybko przeszliśmy przez odprawę i po pewnym czasie wsiedliśmy do maszyny latającej i wznieśliśmy się między chmury. To nie był mój pierwszy lot, ale jak zawsze się bałam i przespałam większość podróży. Jula też spała. Obudził nas mój tata, bo trzeba było zapiąć pasy. Gdy już lądowaliśmy zauważyłam dużą grupę nastolatek stojącą przy samolocie. Byli też paparazzi. Wydawało mi się, że znów przyjechała jakaś gwiazda i pewnie w jutrzejszym brukowcu, Jula dopatrzy się kto to był. Wysiedliśmy z samolotu, odebraliśmy nasze walizki i szłyśmy z Julką obok siebie w milczeniu. Byłam totalnie zmęczona podróżą, więc nawet nie zauważyłam, że poszłam z tłumem w zupełnie innym kierunku niż reszta mojej rodzinki. Gdy ogarnęłam się, że nie jestem tam gdzie powinnam chciałam zadzwonić do mamy lub do Julki. Na moje nieszczęście nie mogłam nigdzie znaleźć tego cholerstwa.
Stałam szukając telefonu pochylona nad torebką, gdy ktoś na mnie wpadł. Popchnął mnie (tak, wiem, że to był jakiś facet, bo był dobrze zbudowany i takie tam) i prawie bym upadła, ale mnie w porę złapał. Wkurzona brakiem telefonu zaczęłam drzeć japę jak to ja. Oczywiście już po angielsku:
- Patrz jak leziesz! Ludzi nie zauważasz?! To może spraw sobie okulary, co?!
- Przepraszam. Uciekałem przed Niallem.
 

- Nie no, spoko. Myślisz, że jak się popatrzysz jak zbite szczenię to ci wybaczę? Hmm... - udałam zamyśloną - wątpię.
- Nie znasz mnie? - zapytał chłopak. - A niby skąd mam cię znać?! Dopiero tu przyleciałam i cholera jasna, nie mam pojęcia gdzie jestem.
- Jestem Harry Styles z zespołu One Direction.
- Zrobiło to na mnie takie wrażenie jak grzmot na świni. - powiedziałam obojętnie.
- Co? - miał minę jak kot srający na puszczy.
- Takie tam powiedzenie Julki. Właśnie. Miałam do niej zadzwonić, ale jakże efektownie, przerwałeś mi poszukiwania telefonu.
- Ja cię znam. - powiedział Harry po dłuższym namyśle.
- Tak? Ciekawe skąd?
- Z internetu. Chyba...
- Kontynuuj... - powiedziałam zaciekawiona.
- To ciebie zdradził Mendes. Z Pezz.
- Czy wszyscy i wszystko musi mi przypominać o tym pajacu?!
- Sorry. Nie wiedziałem, że tak zareagujesz... - wtedy na Harrego wskoczył jakiś blondas. Wywalili się, a dwóch facetów leżących na ziemi było niecodziennym zjawiskiem. Wtedy podbiegła do mnie Julka...
Oczami Julii
- To ja się o ciebie martwię, a ty sobie stoisz i patrzysz na jakichś leżących kolesi?! - zaczęłam nadawać, oczywiście po polsku, ale wtedy przypatrzyłam się leżącym - o matko, przecież to Harry i Niall z one d! - nie wierzyłam, że Nata stoi tak sobie i nie denerwuje się.
- Nie drzyj się tak, Jula. Chcesz żeby pół lotniska się zleciało? - upomniała mnie moja przyjaciółka. Wtedy się zamknęłam. W tzw. międzyczasie Harry i Niall wstali z podłogi.
- Ooo. Słyszę, że nie jesteście z Anglii, ale ty - i w tym momencie Nialler popatrzył na Nats - dobrze mówisz po angielsku.
- A ty niby skąd to wiesz? - zdziwił się Harry.
- Podsłuchiwałem was - powiedział dumnie Niall.
- Tak się nie robi! - krzyknął Hazza.
- Ale ja chciałem wiedzieć o czym rozmawiasz z tą pięknością. Lou mnie przysłał na zwiady, bo spodobała mu się. - wtedy zauważyłam, że lokowaty zacisnął pięści i powiedział spokojnie:
- Niech zajmie się swoją dziewczyną. - Harry był wkurzony, ale nie do końca rozumiałam na co, więc dla rozładowania sytuacji powiedziałam:
- Natka, mówiłaś już chłopakom, że jesteśmy ich największymi fankami?
- Niee.
- A jesteście? - powiedział uradowany Niall.
- Nie. Tylko ona. - odparła Nata, a wtedy lekko posmutniał - ale wasza muzyka jest spoko. - wtedy chłopak znowu się uśmiechnął.

Rozdział 8.

*Oczami Julii*
- Musimy wyjechać do Londynu.
- Co? To niemożliwe. Nie możecie mi tego zrobić. Nie możecie sobie wyjechać, ot tak, zostawiając mnie tu samą. - krzyknęłam.
- Córciu, ty jedziesz z nami. - powiedziała uspakajająco mama.
- A co ja powiem Nats? To moja najlepsza przyjaciółka, jest dla mnie jak siostra, a poza tym ja nie znam tak dobrze języka. Ja się po prostu nie nadaję do Anglii. - mówiłam płacząc. Mama objęła mnie ramieniem i powiedziała:
- Natalia, jej siostra i rodzice też się przeprowadzają. Otwieramy tam naszą firmę, a tą obecną kierować będzie wujek Adam, brat twojego taty. Oczywiście, firma nadal będzie należeć do nas. Rodzice Natalii, są naszymi wspólnikami i przeprowadzamy się razem. Nie wiemy czy na zawsze, czy na kilka lat. To zależy od rynku.
- Dobrze wiedzieć, że moja przyjaciółka tam ze mną będzie. Ona płynnie mówi po angielsku, więc razem się dogadamy. - powiedziałam już trochę uspokojona. - kiedy mamy wyjechać?
- Pod koniec tego miesiąca - odpowiedział dotąd milczący tata.
- Szkoda, że musimy zostawić wszystkich znajomych, ale sobie poradzimy z Nats. Ja już pójdę, bo jestem zmęczona. Cały dzień byłam z Natką w galerii. Kupiłam fajne ciuchy, a ci mamo, kupiłam bransoletkę. Dam ci ją rano. Dobranoc.
Powiedziałam i poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi i położyłam się na łóżku. Jak zawsze zaczęłam rozmyślać. Tym razem celem mojego umysłu była Nata. Ona nawet nazwisko ma angielskie, bo jej ojciec jest anglikiem, a w Londynie mieszkają jej dziadkowie. Ale ja? Zwykła dziewczyna z Polski. Co z tego, że moi rodzice są bogaci. To ich kasa, nie moja. Owszem, dostaję spore jak na nastolatkę  kieszonkowe, ale nie uważam, że pieniądze są najważniejsze. Szkoda mi jej, ten chłopak mocno ją zranił. Ale ja już mam wspaniały plan. Z tą myślą zasnęłam.
*Oczami Natalii*
Obudziła mnie mama siedząca na moim łóżku. Pomyślałam, że to mega dziwne, bo jest poniedziałek, a ona nie jest w pracy. Musiało się coś stać, więc gdy chciałam już o coś zapytać, ona zaczęła:
- Córciu, przepraszam, że nie powiedzieliśmy ci tego z tatą wcześniej, ale baliśmy się twojej reakcji. - wzięła głęboki wdech i jednym tchem powiedziała - musimy przeprowadzić się do Londynu. Wszyscy.
Wtedy zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Co z Juls? Ona jest dla mnie jak siostra. Nie mogę jechać bez niej, więc zapytałam:
- A co z Julą? I po co my w ogóle musimy tam jechać?
- Spokojnie. Jula i jej rodzice przeprowadzają się z nami. Będziemy mieszkać w domach obok siebie. Już je kupiliśmy. Mogę ci pokazać zdjęcia. Jedziemy tam, bo otwieramy nową firmę. Jak wiesz, rodzice Julii są naszymi wspólnikami, więc oczywiście przeprowadzamy się razem.
- Jula wiedziała? Czemu mi nic nie mówiła? - byłam zła na przyjaciółkę.
- Nie wiedziała. Uzgodniłam z jej mamą, że dowiecie się w tym samym czasie. Ewie już powiedziałam wieczorem.
- Acha. To dobrze. Przynajmniej będziemy mieli blisko do dziadków. Na pewno się stęsknili za nami.
- Cieszę się, że nie jesteś na nas zła. Muszę już lecieć do pracy.
- Mamo, jeszcze tylko jedno pytanie. Kiedy mamy się tam przeprowadzić?
- Pod koniec tego miesiąca. To dopiero za trzy tygodnie, bo musimy wszystko dogadać z firmą przewozową. Weźmiemy tylko ubrania i najważniejsze rzeczy. Resztę dowiozą nam później, a teraz naprawdę muszę już iść. - powiedziała i pocałowała mnie w policzek - Pa.
- Pa, mamo.
I wyszła, zostawiając mnie z tym samą. Była jeszcze Ewka, ale ona się cieszyła, że wyjeżdżamy. Ona też doskonale zna angielski, jak ja, więc nie martwi się, że nikt jej tam nie zrozumie. Chociaż o tyle dobrze. A Jula się podszkoli. Właśnie, Jula! Muszę do niej zadzwonić!

Rozdział 7.

*Oczami Natalii*
Zakupy. To jest to co uwielbiam robić najbardziej. Oczywiście oprócz śpiewania, ale to tylko z moją przyjaciółką. Ona uważa, że mam świetny głos, ale szczerze w to wątpię.
   Wracając do zakupów. Muszę odreagować zdradę Shawna, a poza tym niech zobaczy co stracił. Zakupy to coś co zawsze pozwala mi się odstresować. Dlatego nie zważałam na ceny. Kupiłam stos ubrań, które będą idealne do nowych stylizacji (np. czerwono - czarna koszula w kratkę i czarna skórzana, obcisła mini, czarne rajstopy i jakieś czarne lity). Wybrałam oczywiście też buty. Duuuuużo butów. Głównie eleganckie, ale trampki i sportowe też kupiłam - moje nie nadają się już do biegania, po tym jak wpadłam w nich w błoto. No cóż, mówi się trudno. Nakupowałam sobie też litów, bo pasują do prawie każdej stylizacji, więc wzięłam kilka kolorów. Oprócz ubrań i butów, które regularnie odnosiłyśmy do samochodu Julii (Jula też szalała na zakupach), kupiłyśmy nowe kosmetyki. Postanowiłam zaszaleć i zmienić lekko image. Pomóc miała mi w tym nowa krwistoczerwona szminka.
   Prawie cały dzień spędziłyśmy na podboju galerii i rozmawianiu o wszystkim czym się dało, więc jak wracałyśmy do domu nie miałyśmy siły na nic. Jula odwiozła mnie do domu i pomogła mi z zakupami. Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam na nie odżywkę, a na twarz maseczkę. Paznokcie miałam hybrydowe, robione kilka dni temu, więc z nimi miałam już spokój. Owinięta ręcznikiem wpadłam do kuchni, z nadzieją, że Ewka zostawiła mi chociaż trochę obiadu. Niestety, lodówka nie obfitowała w pyszności, a jogurtem nie chciałam się zapychać. Gotować też mi się nie chciało, więc zamówiłam pizzę. Największą, bo tak jak przewidziałam, Ewka się dołączyła.
   Koło ósmej skończyłam wieczór piękności. Włosom pozwoliłam wyschnąć samym, nie chciałam hałasować suszarką. Oglądałam później z siostrą jakąś komedię. Nie była zbytnio ciekawa, bo zasnęłam po pół godzinie. Do swojego pokoju przeszłam koło północy, gdy zachciało mi się pić. Umyłam jeszcze zęby i w końcu dotarłam do swojego łóżka. Mój mózg jest jakiś dziwny, bo nie zastanawiał się nad wszystkimi pechowymi sytuacjami z mojego życia. Może dlatego, że byłam zmęczona?
*Oczami Julii*
Zakupy. Cały dzień poprawiającego humor zajęcia. To takie jakby wspólne hobby z Nats.
Były konieczne po akcji z Mendesem. Jeszcze jak się okazało, że ją zdradzał, to tym bardziej. Ale mniejsza z tym, bo już mam pewien pomysł jak ją z tego wyleczyć. Powiedziałam jej, że mam plan, ale nie wyjawiłam jaki. Niech ma niespodziankę.
   Po całym męczącym dniu odwiozłam Nats do jej domu i pomogłam jej z zakupami. Sama, nie rozpakowując swoich, poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam z łazienki odgrzałam sobie obiad - kurczak - pycha. Po obiedzie, a bardziej kolacji zasnęłam przed telewizorem. Obudziła mnie mama, która przyszła z pracy. Po chwili dołączył do nas tata, a wtedy mama zaczęła rozmowę:
- Kochanie, musimy porozmawiać. Jest to bardzo ważne, a długo zwlekaliśmy z powiedzeniem ci tego. - nie wiedziałam wtedy co myśleć: ktoś jest chory, mama jest w ciąży (nie to niemożliwe, a może jednak), ktoś umarł.
- Nie miej nam tego za złe, że dopiero teraz ci to mówimy. - rzekł zagadkowo tata.
- Ale co? Coś się stało? O co chodzi, mamo? - zapytałam poddenerwowana.
- Musimy wyjechać do Londynu.

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 6.

*Oczami Natalii*
Obudziłam się rano w pokoju Julii. Mam najlepszą przyjaciółkę pod słońcem. W końcu znamy się od dziecka. Nasi rodzice prowadzą wspólną firmę, jest to dobrze prosperująca firma i nie możemy narzekać na brak kasy. Tygodniowo dostaję 5 stów, więc starcza mi na drobne wydatki. Jak czegoś potrzebuję, zawsze mogę zwrócić się do rodziców. To prawda, że dużo pracują, ale starają się to nam jakoś wynagrodzić. Jula dostaje tyle samo co ja, ale Ewka - moja siostra, dostaje połowę tego co ja. W końcu jest o wiele młodsza.
   Jula się obudziła, ale jak zwykle o tej porze nie kontaktowała. Rzuciła się w stronę biurka, żeby się spakować. Dopiero moje trzykrotne upomnienie, że jest niedziela, a poza tym majówka, uspokoiło ją. Gdy w końcu zajarzyła co do niej mówię, usiadła i zapytała mnie poważnym tonem:
- Wszystko dobrze po wczorajszym?
- No muszę ci się przyznać, że niekoniecznie...
- Nie martw się. Pojedziemy na zakupy.
- Już mi lepiej - powiedziałam z uśmiechem
- To całe szczęście. Chodź idziemy jeść.
- Ty to byś jadła przy każdej okazji.
- No wiem. Teraz jestem jak Niall.
- Jak co?
- Jeżeli już to jak kto. Niall, czyli członek zespołu one direction. On też lubi jeść.
- A, spoko. Mam cię teraz nazywać Jula, czy może lepiej Nia...ktoś.
- Niall. Zapamiętaj. Ale jednak wolę swoje imię. 1D to świetby zespół. Mam teraz na niego mega fazę. Na początku ich kariery było ich pięciu, a teraz zostało czterech. Poznali się w X-Factorze i mieszkają w Anglii.
- A skąd ty to wszystko wiesz?!
- Z internetów. Kochana, od miesięcy jestem ich fanką. Dobra, mniejsza z tym. Idę po płatki i miski, a ty włącz MTV.
   Włączyłam kanał, który poleciła mi Julia i poszłam jej pomóc ze śniadaniem. Akurat leciała jakaś piosenka Adele, więc razem darłyśmy japy jak głupie. Nasz wspaniały nastrój popsuły wiadomości o gwiazdach. Akurat pokazywali Shawna:
Shawn Mendes, młody wokalista z Kanady, był niedawno widziany z piękną piosenkarką Perrie Edwards z popularnego zespołu Little Mix. O ile nam wiadomo Shawn był związany z początkującą bloggerką modową - Natalie May (wtedy pokazali moje i Shawna zdjęcia gdy idziemy za ręce do szkoły i gdy się innego dnia całujemy), a Perrie jest lub może już była dziewczyną Zayna Malika. Czy ich związki przetrwają te zdrady? Dowiemy się tego już niebawem.
   Po tym puścili jakąś piosenkę.
- No to zaje...ście. Ten dupek mnie zdradzał przez ten cały czas! - krzyknęłam.
- Przykro mi, Nats.
- A mi nie. Jestem po prostu zła na tego idiotę i na siebie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę, że się z nim wczoraj nie przespałam. -powiedziałam
- Dobra. Koniec tego. Idziemy na zakupy. - urwała rozmowę moja przyjaciółka.
- Nie no, wszystko spoko, tylko muszę zajechać do mamy, bo musi mi dać trochę hajsu, bo jak jestem wkurzona to zawsze dużo wydaję. Jula?
-Co?
- Skąd oni wiedzieli, że prowadziłam bloga o modzie?
- No co ja mam ci powiedzieć? Przecież wiesz, że media wyciągną wszystko na światło dzienne.
- Masz rację, moja ty sis.
   Szykowałyśmy się do wyjścja przy piosenkach 1d. Muszę przyznać, że ich głosy połączone ze sobą świetnie współgrają. Pożyczyłam od Julki kosmetyki i te ciuchy:
 

 
Często sobie pożyczałyśmy różne rzeczy. Buty też bo miałyśmy ten sam rozmiar, czyli 39. Nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem rozmiaru.
   Zadowolone ze swojego wyglądu, pojechałyśmy autem Juli do mojej mamy (tak Jula miała prawko). Poszłam do mamy, a moja przyjaciółka została w samochodzie. Oczywiście rodzicielka dała mi swoją kartę kredytową. Nie musiałam jej nawet długo prosić. Szczęśliwa, pojechałam z Jules na podbój największej galerii handlowej w mieście.

Rozdział 5.

*Oczami Shawna*
Myślałem, że odda mi się, ale nie to nie. Pożałuje tępa suka. Myślała, że co? Że będziemy razem na zawsze, i że będziemy się tylko całować? Była dla mnie tylko epizodem. Cholernie seksowną zabawka Może i dobrze. Tylko nie wiem po co rozwaliłem pół mieszkania. Zresztą, mam to gdzieś. Jutro wyjeżdżam. Jak nie ta to inna. A kontrakt mam już pewny, bo pokazałem się w świecie, grałem jeden koncert w okolicy, jeszcze tylko przelecę jakąś modelkę lub piosenkarkę i skandal gotowy. Cały świat mnie zna, nawet Azja.
   Nats to już zakończony rozdział, przynajmniej dla mnie. Ona pewnie myśli, że jeszcze jestem jej chłopakiem. Hahaha... Chciałoby się!
*Oczami Julii*
Wiedziałam, że z ich wspaniałego związku, gówno wyjdzie. I wiedziałam rownież, że taka zasrana gwiazda jak on będzie chciał jednego.
   Gdy Nata do mnie zadzwoniła z płaczem, od razu pomyślałam, że to przez niego. Nie miałam pojęcia co jej zrobił. Może ją rzucił? Nie wydaje mi się. A może ją zgwałcił? Co jak co ale moja przyjaciółka jest mega zgrabna i ładna. Tyle razy jej mówiłam, żeby została modelką, chociaż dorywczo, albo bloggerką modową. W tym akurat mnie posłuchała. Prowadziła bloga, ale zawiesiła go, bo pojawił się pan Shawn Mendes - królewicz zasrany, przez którego płacze teraz moja przyjaciółka. Wracając do tematu - nie mógłby jej zgwałcić, bo Nats jest tego typu dziewczyną, że szybciej by mu przywaliła krzesłem, niż by pozwoliła na coś czego ona nie chce.
   Wyszłam przed blok, właśnie Nats wysiadała z taksówki. Zapłaciła i kierowała się w moją stronę. Szybko do niej podbiegłam i mocno przytuliłam. Wyglądała jak zombie: z rozwaloną fryzurą, rozmazanym makijażem i czerwonymi oczami.
   Nic nie mówiłam, żeby jej bardziej nie dołować, ale swoje wiedziałam. Nie po to by przyjeżdżała do mnie taksówką po dziewiątej, żebym miała jej dawać kazanie z serii " a nie mówiłam". Poszłyśmy do mojego domu. Dałam jej czas na ogarnięcie się i czekałam na nią w pokoju z kilkoma paczkami chusteczek, michą jej ulubionych żelków i winem. Ja miałam już 18, a Nats brakowało wtedy tylko miesiąca, ale wiedziałam, że dobre wino i żelki wyciągną z niej wszystkie informacje. Nie żebym chciała ją upić. Potrzebowałabym ze trzech takich butelek.
*Oczami Natalii*
Tak rozczarowana jeszcze nigdy nie byłam. Spodziewałam się, że ten związek nie ma szans, ale że on planował mnie tylko przelecieć? Za taką znajomość dziękuję bardzo, postoję.
   Jula dała mi trochę czasu na ogarnięcie się. Jak wyszłam z jej łazienki zobaczyłam ją, siedzącą na łóżku w jej pokoju z michą moich ulubionych żelków i winem. Ona zawsze wiedziała jak poprawić mi humor. Na tą myśl się uśmiechnęłam.
- Kochana jesteś, wiesz? - powiedziałam
- Oczywiście. Siadaj. Nie chcę ci prawić morałów, bo to i tak nie ma sensu, ale opowiedz mi co się tam wydarzyło.
- Daj mi chusteczki. Tak łatwo może nie być. - powiedziałam smutno. Jula dała mi chustki, a ja zaczęłam opowiadać - mieliśmy spędzić wspólnie wieczór oglądając filmy, przytulając się i całując - wzięłam łyk wina i kontynuowałam - wtedy on zaczął zdejmować mi bluzkę - wtedy przerwała mi Julka:
- Co? Mam nadzieję,  że tego nie robiliście
- No jasne, że nie. Ale on liczył na coś więcej, więc tak łatwo nie odpuścił, gdy zaczął dobierac mi sie do stanika, wstałam, powiedziałam tylko "przepraszam", zabrałam swoje rzeczy i wybiegłam. Wtedy zadzwoniłam po taxi. Zaczęłam się ubierać, a w międzyczasie słyszałam dźwięk tłuczonego szkła, przekleństw, a na koniec przez okno wyleciało... Zgadnij co?
- Nie mam pojęcia.
- Krzesło.
- No to nieźle zaszalał. Mocno był zły?
- On nie był zły, on był wściekły.
- Całe szczęście, że nic ci nie zrobił.
- No.
Pogadałysmy jeszcze trochę i poszłyśmy spać.

Rozdział 4.

   Po tym weszliśmy do domu. Zadzwoniłam do mamy, że przyjdę później niż planowałam. Zgodziła się.
   Zdjęłam sukienkę i położyłam na kaloryferze do wyschnięcia, założyłam jakąś bluzkę chłopaka i jego dresy. Oczywiście wszystko było za duże, ale Shawn mówił, że wyglądałam w tym uroczo. Zmyłam też rozmazany makijaż, całe szczęście, że miałam ze sobą korektor puder i tusz. Te kosmetyki zawsze ze sobą noszę. Pociągnęłam usta owocowym błyszczykiem i poszłam do pokoju, w którym czekał już na mnie Shawn. Siedział przed telewizorem z miską popcornu. Nie wyglądało to na randkę, ale cóż. Dobre cokolwiek. Oglądaliśmy jakiś film na DVD, ale nie pamiętam jaki miał tytuł, bo szczerze mnie to nie interesowało. Cieszyłam się tylko, że nie był to horror, bo nie zasnęłabym na pewno.

   Gdy zegar wskazywał około 11 stwierdziłam, że muszę wracać do domu, poszłam w jego ciuchach, bo moja sukienka była jeszcze mokra. Shawn odwiózł mnie do domu, gdy jechaliśmy rozmawialiśmy o jego planach na karierę. Mówił o zaplanowanej kolejnej trasie koncertowej, wtedy już wiedziałam, że ten związek nie ma sensu. On w Kanadzie, ja w Polsce. Wtedy postanowiłam nie angażować się zbytnio w ten związek. Pocałowałam go przed wyjściem z samochodu, wzięłam swoje rzeczy, bukiet kwiatków i pobiegłam do domu. Chciał mnie odprowadzić, ale już mnie nie było. Pod klatką pomachałam mu na pożegnanie i poszłam do domu.
   Wstawiłam kwiaty do wazonu i zaniosłam do swojego pokoju, wzięłam kąpiel, zmyłam makijaż i poszłam spać.


Środa, 7:00
 
Znowu zaspałam, ale miałam to gdzieś. Ubrałam się tak:



 Wzięłam jeszcze biały sweterek, bo mimo ładnej pogody to wciąż kwiecień. Włosy spięłam w luźnego koka, zrobiłam lekki makijaż i wyszłam z domu. Na dole czekał na mnie ktoś, kogo się tu nie spodziewałam o tej porze - czyli Shawn. Gdy podeszłam, pocałował mnie w policzek, splótł nasze ręce i poszliśmy do szkoły. Stwierdził, że wyglądam wspaniale. Szkoda tylko, że się nie wyspałam. Droga minęła nam szybko, ale przeszkodzili nam paparazzi -  można było się tego spodziewać, że wcześniej czy później go namierzą. Poza tym, czy ja naprawdę liczyłam na spokój będąc dziewczyną piosenkarza, w dodatku tak znanego?
Co ja plotę, przecież nie jestem jego dziewczyną. W pewnym momencie chłopak się zatrzymał, stanął przede mną i mnie mocno pocałował. Później jak gdyby nic się nie stało dalej szliśmy, trzymając się za ręce, do szkoły. W szkole wszyscy szeptali między sobą widząc nasze splecione palce. Jula też była zdziwiona, że tak szybko mnie zdobył, ale cóż - może to jego urok, a może to maybelline. Sama nie wiem.



3 tygodnie później

Kolejne dni mijały tak samo. Shawn poprosił mnie o chodzenie. Oczywiście się zgodziłam. W międzyczasie zdążyłam być na kilku okładkach magazynów, dużo o nas było w mediach. założyłam sobie również twittera, którego śledziło już wielu jego fanów i przy okazji moich (ta skromność wrodzona).
   Pewnej soboty Shawn miał mieć tak zwaną "wolną chatę", więc poszliśmy do niego, oglądaliśmy film, przytulaliśmy się i nie wiem kiedy zaczęliśmy się całować. Gdy chłopak zaczął zdejmować moją bluzkę, wiedziałam, że chodzi mu o coś więcej, ale ja nie chciałam. Nigdy tego nie robiłam i nie byłam pewna, czy on jest tym jedynym, szczególnie dlatego, że niedługo miał zaplanowaną trasę, miał wyjechać, a wtedy mógł mieć każdą - jego fanki same najchętniej wskoczyłyby mu do łóżka. Powiedziałam tylko jedno słowo:
- Nie.
Wtedy się ode mnie odsunął, wstał, a w jego oczach wyczytałam, że jest zły. Chociaż nie, zły to za słabe określenie. On był po prostu wściekły. Szepnęłam tylko:
- Przepraszam...
i wyszłam. Zobaczyłam tylko zaciśniętą szczękę chłopaka i już wiedziałam, że dobrze zrobiłam. Gdy dzwoniłam po taxi, słyszałam odgłosy demolki: rozbijane talerze, wywracany stół... Po chwili usłyszałam pękającą szybę i wylatujące przez nią krzesło i akompaniujące demolce przekleństwa, ale nie obchodziło mnie to już, bo przyjechała taksówka. Nie chciałam wracać do domu, więc zadzwoniłam do Julki. O nic nie pytała. Kazała mi tylko szybko przyjechać.

Rozdział 16.

Dzień koncertu
Dom Julii
Oczami Julii

Szykowałyśmy się na ten koncert kilka godzin. Głównie beauty spa w domu i takie tam. Gdy zapytałam się Nats o włosy, powiedziała:
- Załóżmy peruki. Do moich stylizacji często ich używam. Nie każę ci od razu zakładać kolorowej, ale ta ombree będzie spoko.
- No wiem, ale to chyba będzie widać, że to są peruki.
- Nie. Wiesz ile ja za nie dałam? Na każdym zdjęciu wyglądają jak prawdziwe. Tak czy inaczej, ja biorę tą blond do ramion. Będzie totalna zmiana, a poza tym idealnie pasuje do tej czarnej sukienki bez ramiączek.
- Której?
- Tej do połowy ud, dopasowana taka. Bez żadnych napisów, matowa.
- Pamiętam. Kupiłaś ją niedawno. Weźmiesz do niej ramoneskę, czy koszulę w kratę?
- Myślałam nad koszulą. Zawiązałabym ją w supeł, nie zapinając, a rękawy mogłabym podwinąć do łokci. Do tego czarne dodatki. Wiesz, czarne vansy, małe czarne kolczyki i nowe bransoletki.
- Fajna stylówa.
- A ty już wiesz w czym idziesz?
- Miałam iść w jeansach i bluzce 1D, ale skoro ty masz taki look to i ja muszę do ciebie pasować. Założę czarną sukienkę, podobną do twojej i ramoneskę. Buty też wezmę płaskie.
- Great idea! Szykuj się już. Chcesz tą perukę?
- Jak ombree to tak.
- No i dobrze. Najlepiej zrób sobie warkocza, to łatwiej będzie schować włosy. - powiedziała moja sis - ja się zwijam do siebie, bo muszę jeszcze Ewkę ogarnąć.
- Dzwoniłaś do niego?
- Do kogo? I po co?
- Do Harrego!
- Z czego? Z patelni?
- Nie, z telefonu. Przecież masz jego numer.
- Nie, to on ma mój numer, a jak chodzi ci o Ewkę to tata jej załatwił bilet w VIPach. My też zresztą mamy, w razie gdyby zapomnieli o nas.
- To dobrze. - uspokoiłam się - Nie chcę mieć problemów.
- Ja też nie. Dobra spadam. Peruki założymy w łazience. Na pewno musi tam jakaś być.

Oczami Natalii

- Ewka! Cholero ty jedna! Złaź na dół! Ja zdążyłam już się wyszykować 20 minut temu! Co ty możesz robić jeszcze w tej łazience?
- Już idę! Muszę zabrać jeszcze tylko ich zdjęcie na autografy!
- Ewka! Spóźnimy się i nas nie wpuszczą!
- Mówię, że idę, to idę! Już jestem! Nie drzyj się tak!
- Dobra, idź do auta. Ciocia z Julką pewnie już czekają - powiedziałam do młodej i krzyknęłam do mamy - mamo, idziemy, paa
- Bawcie się dobrze - usłyszałam i wyszłam. Rodzice mieli dzisiaj wolne i zamierzali skorzystać z okazji, że nas nie ma. Kolacja, spacer, wiadomo.

20 minut później

Kolejka przed stadionem, na którym miał się odbyć koncert była ogromna. Wysiadłyśmy z Ewką i Julą z auta i kierowałyśmu się do obsługi. Zapytałam jednego z ochroniarzy:
- Przepraszam, miałyśmy być na liście. Chodzi o miejsce dla VIPów.
- Tak. Harry mówił o trzech dodatkowych dziewczynach. Zaprowadzę was do szefa ochrony.
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam i poszliśmy. Po chwili byłyśmy w jakimś biurze. Poproszono nas o dowody tożsamości, aby mogli sprawdzić, czy wszystko się zgadza. Zaznaczyli coś na liście i odprowadzili nas do jakiegoś przejścia, w którym było już dużo dziewczyn. Próbowały się dopchać pod scenę, a my skorzystałyśmy z okazji i poszłyśmy do łazienki. Tam założyłyśmy peruki i poprawiłyśmy makijaż, a później wbiłyśmy się w tłum. Pod sceną, która zresztą była dosyć okazała, kłębiło się i przepychało około 100 dziewczyn. Usłyszałyśmy ich krzyki:
- Nie po to tyle hajsu wydałam na bilet VIP, żeby teraz walczyć o miejsce pod sceną! - darła się jedna
- Złaźcie mi z drogi! Chcę coś widzieć! -wtórowała jej druga. Stwierdziłam, że dłużej tego jazgotu nie wytrzymam i wydarłam się:
- Zamknijcie się wreszcie! Ile to można jazgotać! Stój jak stoisz! Póki co to nikogo na scenie jeszcze nie ma! Telefonu nie można w spokoju odebrać! - na chwilę zadziałało, więc przesunęłam zieloną słuchawkę i odebrałam z nieznanego mi numeru:
<rozmowa>
- Hello.
- Oh. Natalie? To ty?
- Tak, to ja. O co chodzi? I kto mówi?
- Harry. Chciałem się tylko zapytać czy będziecie...
- Jak mogłybyśmy przegapić wasz koncert. A Ewka zobaczenia was na żywo.
- Mam nadzieję, że się spotkamy po koncercie.
- No jasne. W końcu autografy dla Ewy same się nie podpiszą.
- Myślałem o bardziej kameralnym spotkaniu...
- No wiesz ty co? Zastanowię się. Pa i powodzenia!
- Dzięki Nats.
<koniec rozmowy>
Julka z przejęciem zapytała:
- Kto dzwonił?
- Harry. Pytał się czy będziemy.
- I co mu odpowiedziałaś?
- Że nie możemy tego przegapić.
- No i dobrze. Chodźmy bliżej.

Rozdział 3.

* oczami Natalii *
 
- Co? Przecież on... dobra, nieważne. Nie słuchaj mnie. - powiedziałam - idź już.
- Widzimy się wieczorem. Będę czekał pod twoim blokiem. - gdy to powiedział, znowu podeszły do niego fanki. Patrzyły na mnie zawistnie. Wydaje mi się, że słyszały co mówił do mnie Shawn. Rozdał kilka autografów i wsiadł do samochodu.
   Gdy wróciłam do domu nie mogłam przestać o nim myśleć. Szybko napisałam SMSa do Julki:
Nie uwierzysz.
 
W co?
 
Shawn zaprosił mnie na randkę.
 
I co zgodziłaś się???
 
No jasne. Podoba mi się.
 
A co jak on to robi dla mediów? Żebyś później nie żałowała tej znajomości -_-
 
Nie. Shawn taki nie jest.
 
Nie mów, że Cię nie ostrzegałam.
 
Jasne, mamo:)
 
Napisałam przyjaciółce ostatniego SMSa i zaczęłam odrabiać lekcje. Po godzinie wzięłam prysznic, założyłam dużo za dużą bluzkę i poszłam poprawiać włosy i makijaż. Powiedziałam mamie, że dzisiaj wychodzę, żeby się nie martwiła.
Gdy zostało pół godziny do spotkania wybrałam ciuchy:
 
 
   Szybko pomalowałam paznokcie lakierem pasującym do kopertówki i popsikałam się ulubionymi perfumami. Wzięłam też czarną marynarkę, bo później będzie zimno.
Gdy wyjrzałam przez okno Shawn już czekał, nie spóźnił się. Fajnie. O umówionej godzinie wyszłam przed blok. Chłopak czekał z wielkim bukietem czerwonych róż. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i podszedł i wręczył mi kwiaty.
- To dla najpiękniejszej dziewczyny na świecie. - powiedział.
- Tak, a gdzie ona jest? - zaśmiałam się.
- Stoi przede mną. - po tych słowach otworzył mi dzwi do samochodu. Był to ten sam samochód, którego kierowca prawie mnie potrącił dzisiaj rano.
- Nad czym się zastanawiasz? - zapytał.
- Wiesz, że twój ojciec prawie mnie potrącił dzisiaj rano? - powiedziałan gdy ruszyliśmy.
- To niemożliwe, przecież jest dobrym kierowcą.
- A jednak. Pomyliły mu się pasy i musiał zjechać na chodnik.
- Przepraszam cię za niego.
- Nic się nie stało, jeszcze żyję.
- Bardzo się cieszę. - powiedział z uśmiechem - A teraz zamknij oczy.
Przejechaliśmy jeszcze kawałek drogi, po czym Shawn zaparkował i otworzył drzwi od strony pasażera. Przypomniał o niepodglądaniu i wziął mnie na ręce, pomimo moich protestów. Stwierdził, że jestem lekka, i że nie chce abym sobie zniszczyła buty lub sukienkę przez te krzaki.
   Gdy postawił mnie w końcu na ziemi (nie żebym miała coś przeciwko noszeniu) zobaczyłam piaszczystą plażę, na piasku było pełno świec ułożonych w serce, a po środku leżał koc i kosz piknikowy.
- Ojej... Jak tu pięknie. - powiedziałam.
- Cieszę się, że ci się podoba. Przygotowywałem to z moim znajomym. - gdy to mówił stał za mną, trzymając ręce na mojej talii. Zdjęłam buty, bo obcasy zapadały się w piasku. Powoli poszliśmy na koc. Shawn zaczął wykładać jedzenie z kosza, a ja mu się przyglądałam. Muszę przyznać, że w blasku świec wyglądał rewelacyjnie.
*Oczami Shawna *
Gdy podniosłem głowę znad kosza zobaczyłem ją. Cieszyłem się, że się jej podobam, bo to oznaczało, że pierwsza część planu mojego menadżera jest za mną. Szykuje się nowy kontrakt o ile uda mi się zrobić szum wokół siebie, a ta dziewczyna  jest piękna i nadaje się na okładki gazet. Szkoda tylko, że będę musiał po miesiącu ją rzucić. Po chwili usłyszałem jej głos:
- Zaśpiewasz mi coś? Jeszcze nigdy nie słyszałam cię na żywo.
- To znaczy, że słyszałaś moje piosenki...
- No w sumie to tak. Wolę wiedzieć czym zachwycają się twoje fanki.
-Co chcesz żebym zaśpiewał?
- Może "stitches"?
 
*Oczami Natalii*
 
Nie musiałam długo czekać na piosenkę. Shawn ma świetny głos.
Po piosence zapytałam dlaczego przyjechał do Polski. Miał dziwną minę i przez dłuższy czas nic nie mówił. Powiedział tylko, że to przerwa - takie wakacje po trasie koncertowej. Wtedy myślałam, że to prawda, mimo, że było ewidentnie widać, że plątał się w zeznaniach. Siedzieliśmy, jedliśmy i przytulaliśmy się. Około dziewiątej zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz, dziwne, bo chwilę wcześniej niebo było prawie bezchmurne. Uciekaliśmy na oślep do samochodu. W pewnym sensie podobało mi się to. Kosz, koc i świece zostawiliśmy na plaży. Znajomy Shawna miał się tym później zająć. Cali mokrzy pojechaliśmy do jego domu. Całe szczęście, że nikogo tam nie było, bo wyglądałam jak duch. W przemoczonej sukience, mokrych włosach i rozmazanym makijażu nie chciałam się nikomu pokazywać.
Gdy byliśmy już na miejscu nie przejmowałam się już swoim wyglądem. Chłopak powiedział, że i tak wyglądam wspaniale. Mimo, że mu wcale nie wierzyłam, uśmiechnęłam się. Wtedy, stojąc w deszczu Shawn mnie pocałował.