*Oczami Natalii*
Zakupy. To jest to co uwielbiam robić najbardziej. Oczywiście oprócz śpiewania, ale to tylko z moją przyjaciółką. Ona uważa, że mam świetny głos, ale szczerze w to wątpię.
Wracając do zakupów. Muszę odreagować zdradę Shawna, a poza tym niech zobaczy co stracił. Zakupy to coś co zawsze pozwala mi się odstresować. Dlatego nie zważałam na ceny. Kupiłam stos ubrań, które będą idealne do nowych stylizacji (np. czerwono - czarna koszula w kratkę i czarna skórzana, obcisła mini, czarne rajstopy i jakieś czarne lity). Wybrałam oczywiście też buty. Duuuuużo butów. Głównie eleganckie, ale trampki i sportowe też kupiłam - moje nie nadają się już do biegania, po tym jak wpadłam w nich w błoto. No cóż, mówi się trudno. Nakupowałam sobie też litów, bo pasują do prawie każdej stylizacji, więc wzięłam kilka kolorów. Oprócz ubrań i butów, które regularnie odnosiłyśmy do samochodu Julii (Jula też szalała na zakupach), kupiłyśmy nowe kosmetyki. Postanowiłam zaszaleć i zmienić lekko image. Pomóc miała mi w tym nowa krwistoczerwona szminka.
Prawie cały dzień spędziłyśmy na podboju galerii i rozmawianiu o wszystkim czym się dało, więc jak wracałyśmy do domu nie miałyśmy siły na nic. Jula odwiozła mnie do domu i pomogła mi z zakupami. Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam na nie odżywkę, a na twarz maseczkę. Paznokcie miałam hybrydowe, robione kilka dni temu, więc z nimi miałam już spokój. Owinięta ręcznikiem wpadłam do kuchni, z nadzieją, że Ewka zostawiła mi chociaż trochę obiadu. Niestety, lodówka nie obfitowała w pyszności, a jogurtem nie chciałam się zapychać. Gotować też mi się nie chciało, więc zamówiłam pizzę. Największą, bo tak jak przewidziałam, Ewka się dołączyła.
Koło ósmej skończyłam wieczór piękności. Włosom pozwoliłam wyschnąć samym, nie chciałam hałasować suszarką. Oglądałam później z siostrą jakąś komedię. Nie była zbytnio ciekawa, bo zasnęłam po pół godzinie. Do swojego pokoju przeszłam koło północy, gdy zachciało mi się pić. Umyłam jeszcze zęby i w końcu dotarłam do swojego łóżka. Mój mózg jest jakiś dziwny, bo nie zastanawiał się nad wszystkimi pechowymi sytuacjami z mojego życia. Może dlatego, że byłam zmęczona?
Wracając do zakupów. Muszę odreagować zdradę Shawna, a poza tym niech zobaczy co stracił. Zakupy to coś co zawsze pozwala mi się odstresować. Dlatego nie zważałam na ceny. Kupiłam stos ubrań, które będą idealne do nowych stylizacji (np. czerwono - czarna koszula w kratkę i czarna skórzana, obcisła mini, czarne rajstopy i jakieś czarne lity). Wybrałam oczywiście też buty. Duuuuużo butów. Głównie eleganckie, ale trampki i sportowe też kupiłam - moje nie nadają się już do biegania, po tym jak wpadłam w nich w błoto. No cóż, mówi się trudno. Nakupowałam sobie też litów, bo pasują do prawie każdej stylizacji, więc wzięłam kilka kolorów. Oprócz ubrań i butów, które regularnie odnosiłyśmy do samochodu Julii (Jula też szalała na zakupach), kupiłyśmy nowe kosmetyki. Postanowiłam zaszaleć i zmienić lekko image. Pomóc miała mi w tym nowa krwistoczerwona szminka.
Prawie cały dzień spędziłyśmy na podboju galerii i rozmawianiu o wszystkim czym się dało, więc jak wracałyśmy do domu nie miałyśmy siły na nic. Jula odwiozła mnie do domu i pomogła mi z zakupami. Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam na nie odżywkę, a na twarz maseczkę. Paznokcie miałam hybrydowe, robione kilka dni temu, więc z nimi miałam już spokój. Owinięta ręcznikiem wpadłam do kuchni, z nadzieją, że Ewka zostawiła mi chociaż trochę obiadu. Niestety, lodówka nie obfitowała w pyszności, a jogurtem nie chciałam się zapychać. Gotować też mi się nie chciało, więc zamówiłam pizzę. Największą, bo tak jak przewidziałam, Ewka się dołączyła.
Koło ósmej skończyłam wieczór piękności. Włosom pozwoliłam wyschnąć samym, nie chciałam hałasować suszarką. Oglądałam później z siostrą jakąś komedię. Nie była zbytnio ciekawa, bo zasnęłam po pół godzinie. Do swojego pokoju przeszłam koło północy, gdy zachciało mi się pić. Umyłam jeszcze zęby i w końcu dotarłam do swojego łóżka. Mój mózg jest jakiś dziwny, bo nie zastanawiał się nad wszystkimi pechowymi sytuacjami z mojego życia. Może dlatego, że byłam zmęczona?
*Oczami Julii*
Zakupy. Cały dzień poprawiającego humor zajęcia. To takie jakby wspólne hobby z Nats.
Były konieczne po akcji z Mendesem. Jeszcze jak się okazało, że ją zdradzał, to tym bardziej. Ale mniejsza z tym, bo już mam pewien pomysł jak ją z tego wyleczyć. Powiedziałam jej, że mam plan, ale nie wyjawiłam jaki. Niech ma niespodziankę.
Po całym męczącym dniu odwiozłam Nats do jej domu i pomogłam jej z zakupami. Sama, nie rozpakowując swoich, poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam z łazienki odgrzałam sobie obiad - kurczak - pycha. Po obiedzie, a bardziej kolacji zasnęłam przed telewizorem. Obudziła mnie mama, która przyszła z pracy. Po chwili dołączył do nas tata, a wtedy mama zaczęła rozmowę:
- Kochanie, musimy porozmawiać. Jest to bardzo ważne, a długo zwlekaliśmy z powiedzeniem ci tego. - nie wiedziałam wtedy co myśleć: ktoś jest chory, mama jest w ciąży (nie to niemożliwe, a może jednak), ktoś umarł.
- Nie miej nam tego za złe, że dopiero teraz ci to mówimy. - rzekł zagadkowo tata.
- Ale co? Coś się stało? O co chodzi, mamo? - zapytałam poddenerwowana.
- Musimy wyjechać do Londynu.
Były konieczne po akcji z Mendesem. Jeszcze jak się okazało, że ją zdradzał, to tym bardziej. Ale mniejsza z tym, bo już mam pewien pomysł jak ją z tego wyleczyć. Powiedziałam jej, że mam plan, ale nie wyjawiłam jaki. Niech ma niespodziankę.
Po całym męczącym dniu odwiozłam Nats do jej domu i pomogłam jej z zakupami. Sama, nie rozpakowując swoich, poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam z łazienki odgrzałam sobie obiad - kurczak - pycha. Po obiedzie, a bardziej kolacji zasnęłam przed telewizorem. Obudziła mnie mama, która przyszła z pracy. Po chwili dołączył do nas tata, a wtedy mama zaczęła rozmowę:
- Kochanie, musimy porozmawiać. Jest to bardzo ważne, a długo zwlekaliśmy z powiedzeniem ci tego. - nie wiedziałam wtedy co myśleć: ktoś jest chory, mama jest w ciąży (nie to niemożliwe, a może jednak), ktoś umarł.
- Nie miej nam tego za złe, że dopiero teraz ci to mówimy. - rzekł zagadkowo tata.
- Ale co? Coś się stało? O co chodzi, mamo? - zapytałam poddenerwowana.
- Musimy wyjechać do Londynu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz